4 września to pierwszy dzień naszego zakładu. Wczoraj jeszcze zrobiliśmy kawał Lunie. Teraz jednak musimy się powstrzymać. Przynajmnej ja. Nie chcę zaprosić na bal dziewczyny, której na 90% nie będę znał. Chciałbym pójśc na niego z Angeliną. Oczywiście nie życzę źle bratu, co to, to nie! Przecież to moja rodzina. Wstałem o 6.30, ubrałem się i czekałem aż przynajmniej George się obudzi. Pierwszy raz od sześciu lat przyglądnąłem się pomieszczeniu, w którym spaliśmy. Ściany były czerwone, podłoga okryta dywanem w tym samym kolorze. Ogólnie pokój był okrągły, a wokół niego ustawione było siedem łóżek. Ja i George mieliśmy je koło siebie.
- Witam, witam - przywitałem się
- Fred, czy ty i George napisaliście już list do rodziców? - spytała Ginny
- Nie, jeszcze nie, a czemu pytasz? - odpowiedziałem
- Tak tylko pytam. Trzeba by było coś napisać, mama na pewno się martwi i jest ciekawa co u nas
- Aj Ginny nie przesadzaj. Mama wie, ze nie mamy czasu - wtrącił się Ron
- Dla rodziny zawsze jest czas - dołączył do nas George - A ty, Harry, napisałeś już list do Syriusza?
- Tak, mam zamiar go zaraz wysłać
- Ja dzisiaj napisze ten list i wam tez radze - powiedziała nasza siostra, po czym wyszła z pokoju. Za nią wybiegli Harry, a potem Ron.
- To jak, piszemy go dzisiaj, czy jutro - spytałem
- Dzisiaj, bo Ginny jeszcze będzie przez to płakać - George cicho się zaśmiał
- Tak w sumie, to ona ma racje, mama może się martwic
- Dobra, napiszemy go dzisiaj. Teraz chodź na śniadanie.
Droga do Wielkiej Sali zajęła nam 5 minut. Schody tym razem były spokojne i nie płatały nam psikusów.
Gdy weszliśmy każdy stół był w połowie zapełniony. Na ten posiłek nigdy wszyscy nie przychodzili.
- Nareszcie jesteście, czekaliśmy na was - przy naszym stole przywitała się z nami Angelina. Ta jak zawsze świetnie wyglądała. Nigdy się nie malowała, nie miała niedoskonałości. Byla cala..... śliczna.
Tak, tak brzmi to dziwnie, ale ona mi się porostu podoba. I nikt o tym nie wie. No, chyba ze George się już domyślił, co jest bardzo prawdopodobne.
- Wiesz, mieliśmy bardzo ciekawa rozmowę z siostra - powiedział mój brat bliźniak.
W tym momencie poszukałem jej wzrokiem. Nigdzie jej nie było. Moze już zjadła.
- Jak będziecie przy niej potrzebować pomocy to zawsze możecie na mnie liczyć, pamiętajcie - dziewczyna uśmiechnęła się
Usiedliśmy do stołu.
Wziąłem chleb i posmarowałem go masłem orzechowym. Do picia sobie wziąłem sok pomarańczowy. George miał to samo, tylko on pil herbatę.
Znaleźliśmy ich niedaleko domu Hagrida.
- Ludzie! Co tu robicie - wołaliśmy ich z daleka
Ginny widocznie nie była zadowolona naszym widokiem, ponieważ natychmiast pobiegła za Luna, która była niedaleko i gdzieś szla.
- Co się stało Ginny? - zapytaliśmy
- Nie wiem, obraziła się - odpowiedział Harry
- Dziewczyny - westchnęliśmy
GINNY POV
- Luna! Luna zaczekaj! Idę jednak z tobą! - wołałam
Dziewczyna zatrzymała się i popatrzyła na mnie.
- Co się stało, ze tak nagle zmieniłaś zdanie?
- Nic, nic, tylko chciałam z tobą trochę pobyć - uśmiechnęłam się lekko
- Ale Ginny, będziesz dziwnie się czuła, ja idę do Trestali na moment - Luna uśmiechnęła się szeroko
- Nie szkodzi, pójdę z tobą. Pomożesz wymyślić mi co mam napisać rodzicom.
HEJ!
Moj brat wrócił jednak we wtorek, ale ja czekałam na niedziele, ponieważ chyba tylko w ten dzień tygodnia rozdziały będą się pojawiały. Tak postanowiłam, ponieważ wole mieć dłuższe i ciekawsze rozdziały, niż krótsze, w których nic się nie dzieje. Oczywiście ten rozdział nie był bardzo długi, ale nic nie umiałam wymyślić.
Do następnego :-*







