niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 4










FRED POV
4 września to pierwszy dzień naszego zakładu. Wczoraj jeszcze zrobiliśmy kawał Lunie. Teraz jednak musimy się powstrzymać. Przynajmnej ja. Nie chcę zaprosić na bal dziewczyny, której na 90% nie będę znał. Chciałbym pójśc na niego z Angeliną. Oczywiście nie życzę źle bratu, co to, to nie! Przecież to moja rodzina. Wstałem o 6.30, ubrałem się i czekałem aż przynajmniej George się obudzi. Pierwszy raz od sześciu lat przyglądnąłem się pomieszczeniu, w którym spaliśmy. Ściany były czerwone, podłoga okryta dywanem w tym samym kolorze. Ogólnie pokój był okrągły, a wokół niego ustawione było siedem łóżek. Ja i George mieliśmy je koło siebie.
-  Cześć Fred - przywitał mnie George, który już wstał
- Cześć George. Jak ci się spało? - spytałem.
- Dobrze.
Brat poszedł się ubrać, a ja zszedłem do pokoju wspólnego, gdzie siedzieli Ron, Harry i Ginny.
- Witam, witam - przywitałem się
- Fred, czy ty i George napisaliście już list do rodziców? - spytała Ginny
- Nie, jeszcze nie, a czemu pytasz? - odpowiedziałem
- Tak tylko pytam. Trzeba by było coś napisać, mama na pewno się martwi i jest ciekawa co u nas
- Aj Ginny nie przesadzaj. Mama wie, ze nie mamy czasu - wtrącił się Ron
- Dla rodziny zawsze jest czas - dołączył do nas George -  A ty, Harry, napisałeś już list do Syriusza?
- Tak, mam zamiar go zaraz wysłać
- Ja dzisiaj napisze ten list i wam tez radze - powiedziała nasza siostra, po czym wyszła z pokoju. Za nią wybiegli Harry, a potem Ron.
- To jak, piszemy go dzisiaj, czy jutro - spytałem
- Dzisiaj, bo Ginny jeszcze będzie przez to płakać -  George cicho się zaśmiał
- Tak w sumie, to ona ma racje, mama może się martwic
- Dobra, napiszemy go dzisiaj. Teraz chodź na śniadanie.
Droga do Wielkiej Sali zajęła nam 5 minut. Schody tym razem były spokojne i nie płatały nam psikusów.
Gdy weszliśmy każdy stół był w połowie zapełniony. Na ten posiłek nigdy wszyscy nie przychodzili.
- Nareszcie jesteście, czekaliśmy na was - przy naszym stole przywitała się z nami Angelina. Ta jak zawsze świetnie wyglądała. Nigdy się nie malowała, nie miała niedoskonałości. Byla cala..... śliczna.
Tak, tak brzmi to dziwnie, ale ona mi się porostu podoba. I nikt o tym nie wie. No, chyba ze George się już domyślił, co jest bardzo prawdopodobne.
- Wiesz, mieliśmy bardzo ciekawa rozmowę z siostra - powiedział mój brat bliźniak.
W tym momencie poszukałem jej wzrokiem. Nigdzie jej nie było. Moze już zjadła.
- Jak będziecie przy niej potrzebować pomocy to zawsze możecie na mnie liczyć, pamiętajcie - dziewczyna uśmiechnęła się
Usiedliśmy do stołu.
Wziąłem chleb i posmarowałem go masłem orzechowym. Do picia sobie wziąłem sok pomarańczowy. George miał to samo, tylko on pil herbatę.
 Po zjedzonym śniadaniu postanowiliśmy poszukać siostry. Oczywiście wiedzieliśmy, ze Harry oraz Ron są z nią, ale zawsze warto sprawdzić gdzie się rodzeństwo podziewa.
Znaleźliśmy ich niedaleko domu Hagrida.
- Ludzie! Co tu robicie - wołaliśmy ich z daleka
Ginny widocznie nie była zadowolona naszym widokiem, ponieważ natychmiast pobiegła za Luna, która była niedaleko i gdzieś szla.
- Co się stało Ginny? - zapytaliśmy
- Nie wiem, obraziła się - odpowiedział Harry
- Dziewczyny - westchnęliśmy
GINNY POV
- Luna! Luna zaczekaj! Idę jednak z tobą! - wołałam
Dziewczyna zatrzymała się i popatrzyła na mnie.
- Co się stało, ze tak nagle zmieniłaś zdanie?
- Nic, nic, tylko chciałam z tobą trochę pobyć - uśmiechnęłam się lekko
- Ale Ginny, będziesz dziwnie się czuła, ja idę do Trestali na moment - Luna uśmiechnęła się szeroko
- Nie szkodzi, pójdę z tobą. Pomożesz wymyślić mi co mam napisać rodzicom.







HEJ!
Moj brat wrócił jednak we wtorek, ale ja czekałam na niedziele, ponieważ chyba tylko w ten dzień tygodnia rozdziały będą się pojawiały. Tak postanowiłam, ponieważ wole mieć dłuższe i ciekawsze rozdziały, niż krótsze, w których nic się nie dzieje. Oczywiście ten rozdział nie był bardzo długi, ale nic nie umiałam wymyślić.
Do następnego :-*

poniedziałek, 30 listopada 2015

Bardzo ważna informacja!

CZEŚĆ!
Mam dla Was ważną informację!
Przez 5 dni nie będzie rozdziałów, ponieważ mój brat zabrał mi laptopa do szpitala, a na telefonie pisze się tragicznie.
Tak, a jak wrócisz to znowu będą pojawiały się krótkie rozdziały.
Nie, tak nie będzie!
Przez te 5 dni postaram się napisać o wiele, wiele, wiele dłuższy rozdział.
Trzymajcie się :-*

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 3





GEROGE POV
Wstałem bardzo wcześnie jak na mnie, bo była dopiero 5.30.
O 8.45 mamy obronę przed czarna magia.
Postanowiłem nie budzić jeszcze Freda, wiec obrałem się i zacząłem czytać książkę.
Po godzinie obudziła się reszta chłopaków.
- Ej, Fred, idziemy zrobić kawal Ronowi? - zapytałem
- Pająka pod poduszkę?
- Pająka pod poduszkę - przybiliśmy sobie piątkę
Cicho podeszliśmy do łózka Rona i wpuściliśmy pod jego poduszkę małego, czarnego i sztucznego pajączka. Oby tylko nie zmarł na zawal.
Na pierwsza lekcje poszliśmy pierwszy raz z dobrym humorem.
Nie będę Wam tu opisywać co się działo, bo dużo opisywania będzie jak nasz brat nas spotka.
Tak tez się stało.
Przyszedł już ubrany, ale był tak wystraszony i zły, ze widać to było na kilometr.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Co znowu zrobiliście Ronowi? - podeszła do nas Hermiona i Ginny
- Włożyliśmy mu pod poduszkę sztucznego pająka, a co? - odpowiedział Fred
- To o której wy w ogóle wstaliście? - zdziwiła się Ginny
- To znaczy ja.... - zacząłem mówić, ale nie dane mi było dokończyć.
- To wy, prawda? To wy daliście tego pająka pod poduszkę, tak? - Ron zaczął krzyczeć
- Uspokój się - Hermiona próbowała go uspokoić, a my ponownie zaczęliśmy się śmiać.
- Zostaw mnie -  zrzucił jej rękę ze swojego ramienia - Jeśli jeszcze raz to się powtórzy będę zmuszony powiedzieć to mamie!
- Zluzuj gatki, brat. To nie nasza wina, ze masz arachnofobie - powiedziałem
- Nie wasza? Przecież to wy zamieniliście jego pluszaka w ogromnego pająka - wtrąciła Ginny
- Serio, Ginny? Musiałaś? - pokiwaliśmy głowami
- O patrzcie! Harry idzie! - po krótkiej chwili zawołała Hermiona - Jak dobrze, ze tutaj jesteś! Dłużej tej ciszy bym nie wytrzymała!
- A co się znów stało? - spytał chłopak
- Fred i George dali mu pająka pod poduszkę - odpowiedziała za dziewczynę Ginny, pokazując na Rona
- Nie wnikam w wasze sprawy, ale zabieram Rona na lekcje. Hermiona, ty tez powinnaś iść.
Po tym jak zostaliśmy sami postanowiliśmy pójść do pokoju Gryfonów.
Schody tez chyba miały dzisiaj dobry humor, bo co chwile się przesuwały.
- George, a co ty na to, żeby przez miesiąc nie robić żadnych kawałów? - odezwał się nagle Fred
- No, ja wytrzymam, ale nie wiem jak ty - zaśmiałem się
- Tak, tak. Chyba na odwrót.
- A założymy się?
- Dobra!
Założyliśmy się o to, ze przegrany zaprasza na bal pierwsza dziewczynę którą zobaczy.
Nieźle, prawda?
No, ja na pewno wytrzymam, ale Fred raczej nie. Juz się zastanawiam kto będzie jego wybranka.
Powiedzieliśmy o naszym zakładzie Ronowi, Harry'emu, Hermionie, Ginny i Lunie.
- Przez miesiąc? - zdziwiła się Ginny.
- No nieźle - uśmiechnął się Harry.
- Nie wierze - powiedziała Hermiona.
- Przynajmniej przez miesiąc będzie spokój - ucieszył się Ron.
- Robicie bardzo poważny i duży krok w swoim życiu. Jesteście pewni, ze tego chcecie? Nie warto jeszcze poczekać? Moze nie jesteście na to jeszcze gotowi? - Luna powiedziała to z taka powaga, ze przez moment myśleliśmy, ze mówi serio - A tak naprawdę, to niech przegrany nie wychodzi z pokoju, a najlepiej z łózka przez miesiąc, bo dziewczyna, która spotka moze być naprawdę fantastyczna - mówiąc ostatni wyraz robić cudzysłów w powietrzu.
Cala grupa zaczęła się śmiać.
Zacznę się modlić, żebym przez sen przypadkiem czegoś nie zrobił.











Cześć! Witam Was w kolejnym rozdziale :-) Myślę, ze jest ciut dłuższy od poprzedniego. Pisze to o 23.17. Tak ogólnie to wielkie WOW, bo macie trzy rozdziały pod rzad. Moze czwarty tez pojawi się w poniedziałek? No nie wiem.... Komentujcie i polecajcie bloga znajomym ;-)
























piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 2

FRED POV
Wysiedliśmy już z pociągu.
Na pierwszorocznych czekał Hagrid, a ja, George i inni, którzy siedzieli z nami w przedziale, także Luna, powoli szliśmy do szkoły. Naprawdę powoli.
Szliśmy ciemną, prawie nieoświetloną drogą rozmawiając o postanowieniach na nowy rok szklony.
- Ja i Harry chcemy mieć oceny tylko o trochę niższe niż Hermiona - powiedział Ron
- Ja i Fred już przygotowujemy się do opuszczenia szkoły, będziemy się uczyć..
- I robić naprawdę dużo kawałów - dokończyłem za mojego bliźniaka
- Taak, ty i George będziecie się uczyć - zaśmiała się Ginny - Chciałabym to widzieć
- A wy, dziewczyny, nie macie żadnych postanowień? - zapytał Harry
- Nie - odpowiedziały na równo.
Na miejsce dotarliśmy po jakiś 20 minutach.
Weszliśmy do sali i jako ostatni zajeliśmy swoje miejsca.
Na stołach były już talerze i szklanki, jednak jak zawsze jedzenia jeszcze nie było.
Na suficie cały czas widniała iluzja nieba, a żyrandole świeciły tak jasno, że nie dało się spojrzeć do góry.
W sali było bardzo głośno. Każdy o czymś rozmawiał, tylko nasza grupa była cicho.
Rozejrzałem się po sali i zauważyłem, że brakuje Snape'a. Severusa Snape'a, którego postanowiliśmy "zadręczyć" kawałami. Pewnie nam się to nie uda, ale zawsze warto spróbować.
Nagle weszła profesor Minerva z pierwszą klasą. Młodzi byli tak wystraszeni, że z trudnością powstrzymywałem się, żeby, albo się nie roześmiać, albo nie wystraszyć ich jeszcze bardziej.
Oczywiście wiem, że wszyscy tak tutaj przyszli, ale wiecie o co chodzi.
Rozpoczęło się przydzielanie.
Tiara Przydziału po koleji przydzielała każdego z uczniów do domu i przy żadnym nie potrzebowała dłuższej chwili do zastanowienia.
Zaledwie 1/4 dzieci przyszła to Gryffindoru. Większość poszła do Slytherinu. Naprawdę jest mi młodych Ślizgonów żal.
- Fred, Fred, FRED! - wołała mnie Ginny
- Co, Ginny?
- Kolacja na stole. Nie obserwuj już pierwszorocznych.
Szybko zabrałem się za jedzenie. Byłem naprawdę bardzo głodny.
Po około półtorej godziny poszliśmy do pokoi.
Rozmawiałem jeszcze trochę z Georgem, ale to tylko parę minut.
- Dobranoc Fred.
- Dobranoc George.
Zasnąłem

Hey! Mamy kolejny rozdział! Starałam się zastosować do Waszych rad, jednak jeszcze orzez jakiś czas rozdziały krótkie będą.
Komentujcie i polecajcie bloga znajomym, pa :-)

czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział 1

 
 
 
 
Uczniowie jadą już do Hogwartu. Podróż dopiero się zaczęła, więc przed sobą mają jeszcze parę godzin jazdy 
FRED POV

Razem z Georgem usiedliśmy w przedziale z Harry'm, Ronem, Hermioną i Ginny. Przed chwilą rozmawialiśmy o zaklęciach i zeszliśmy na temat zaklęc zakazanych.
- Ja nawet w wyjątkowej sytuacji nie użyłabym tego zaklęcia - powiedziała Hermiona
- A ja bym użył. Na przykład w obronie mojej rodziny - powiedziałem
- Ja też - dołączył George
Tak dokładniej rozmawialiśmy o AVADA KEDAVRA.
Tak, Hermiona najchętniej negocjowałaby z czarodziejem, czarownicą na temat tego, czy warto zabić ją i jej rodzinę. Z nią to jest wielka masakra.
HERMIONA POV
Ja nie rozumiem jak można w ogóle używać zaklęć zakazanych, a co dopiero tego?! Ale najwidoczniej tylko ja i Ginny w życiu byśmy go nie użyły. I to nie jest tak, że porozmawiałabym z  kimś, kto chce mnie zabić. Użyłabym jakiegoś dozwolonego zaklęcia. A na sam początek byłoby to protego. No, ale chłopcy tego nie pojmują. Tymczasem ja nie nam najmniejszego zamiaru trafić na zawsze do Azkabanu. Ja w ogóle nie chcę tam trafić.
GEORGE POV
Zakończyliśmy już rozmowę na temat jakichkolwiek zaklęć. Przez dłuższy czas nikt się nie odzywał.
-Ała - jęknęła Ginny
- Co się stało? - zapytaliśmy
-Nic, nic, tylko przecięłam się kartką. Macie plaster?
- Ja mam - odezwała się Luna, która nagle pojawiła się w naszym przedziale - Proszę, weź całą paczkę
- Dzięki - moja siostra uśmiechnęła się
- Słyszeliście o tajemniczym zaginięciu Dracona Malfoy? - spytała blondynka
- Tak, czytałem o tym w proroku codziennym - odpowiedział Ron
- Ciekawe co się z nim stało. Mimo, że go nie lubię, to nie chciałabym, aby coś mu się stało.
- Masz rację, Hermiona - powiedział Harry - Może profesor Dumbeldore coś wie. Zapytam go.
- Wątpie, żeby on coś wiedział. W końcu jest stary, nie musi się wszystkim interesować - Luna usiadła na podłogę
- Ile on ma w ogóle lat - zapytał Ron
- Ze 150? Tak na oko - odpowiedziałem razem z Fedem
Każdy w przedziale zaczął się śmiać.




Hey! Witam was w pierwszym rozdziale! Wiem, że jest krótki, jednakże na początek, ponieważ zaczynam, niech takie będą. Nie chcę zepsuć przez coś opowiadania.
Do następnego ;-*

wtorek, 24 listopada 2015

Prolog


Fred i George rozpoczynają 6 rok w Hogwarcie. To jest ich przedostatni rok, wiec chcą, aby wszyscy zapamiętali ich jako mądrych i zabawnych uczniów. W planach maja również znaleźć sobie w końcu dziewczynę. Chcieli również na koniec roku szkolnego wystrzelić fajerwerki na błoniach szkoły, ale ten pomysł natychmiast wybiła im z głowy Ginny i ich mama, Molly.
Jednak za nim rozpoczął się wrzesień cala rodzina, wraz z Harrym Potterem, wyruszyli w podroż do Włoch za pieniądze, które wygrał ich ojciec w konkursie. Spędzili tam miesiąc. Bliźniacy w hotelu podrzucili Ronowi do pokoju dwa, średniej wielkości  pająki.
Jadąc do Hogwartu żaden z nich nie spodziewał się, ze ten rok będzie inny niż wszystkie inne jakie do tej pory przeżyli.



Cześć wszystkim! Jesteście na nowym blogu o bliźniakach Weasley! Mam nadzieje, ze osoby czytające ten prolog zostaną ze mną i bohaterami na dłużej.
Rozdziały będą pojawiały się wtedy, kiedy będę miała czas ;-)